2009-12-18Wracając z zakupów i wsłuchując się w skrzypiący pod butami śnieg, myślałam o wszystkim, tylko nie o tym, o czym powinnam. Od kilku dni zima bez większych oporów wdziera na salony - ku radości oczekujących na Święta i niezadowoleniu kierowców.
Poznań jest niemal cały czas zakorkowany. Wczoraj pan spóźnił się na zajęcia z psychologii, bo przez 1,5h usiłował dojechać na wydział historii. To mi przypomina, że wciąż mam do opracowania temat o różnicach płci...
Ostatni weekend przed Świętami spędzę sama. Mogę jedynie pozazdrościć Merry, Angeli i innym, którzy w poniedziałek nie mają już zajęć. Naprawdę wolałabym już być w domu, zamiast siedzieć i się nudzić w Poznaniu. Mogłabym wprawdzie pobiegać po centrach handlowych, ale tłumy ludzi, którzy w pośpiechu szukają prezentów dla najbliższych, skutecznie mnie odstraszają.
Może przynajmniej zmobilizuje mnie to do zrobienia porządków, upieczenia szarlotki i dokończenia kalendarza, który czeka, aż łaskawie poświęcę mu trochę czasu. Na mojej głowie jest też sporo literatury, przez którą muszę przebrnąć... chociaż w ogóle nie chce mi się czytać.
Problem tkwi nie tylko w czytaniu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio próbowałam cokolwiek napisać. Moje opowiadania poszły w odstawkę i wciąż mam to głupie uczucie, że bardzo chciałabym coś dopisać, lecz nie mam chęci (weny?), by się do tego zabrać. Rysowanie poza wykładami także przychodzi mi z trudem. Sprawy związane z uczelnią zajmują zbyt wiele czasu i nie potrafię tego zmienić. Co więcej – w minionym czasie przytrafia mi się pewne zjawisko, którego nie umiem sobie logicznie wytłumaczyć. Po kolokwiach, które mi wybitnie nie poszły, przez tydzień żyję w przeświadczeniu, że nie zdam (naprawdę pisałam mnóstwo bzdur!), a tu niespodziewanie wciąż dostaję 3+. Mogłabym wysunąć na ten temat tylko jedną teorię, ale nieważne. Dlaczego to jest zawsze 3+?
Wczoraj zrobiliśmy sobie z Pawłem wypad na łyżwy. Dla mnie był to pierwszy raz w tym roku. O ósmej rano, prócz nas było tylko pięć osób, więc jeździło się bardzo przyjemnie. Trzy razy byłam bliska upadku, ale koniec końców nie wywaliłam się. W końcu dotarłam na wydział i rzuciłam się do bufetu, by napić się czegoś ciepłego. Mój wybór padł na herbatę multiwitaminową. W oczekiwaniu na resztę grupy, zagłębiłam się w lekturze „Hetalii”. Po zajęciach z immunologii, wyskoczyłyśmy z Natalią na spaghetti do Piccolo, a potem ruszyłyśmy na rynek, by pooglądać rzeźby z lodu. Najbardziej podobały mi się trzy łabędzie. Wczorajsze bieganie po dworze, dało mi nieźle w kość i mój kaszel się nasilił. Minie trochę czasu, zanim znów zdecyduję się na łyżwy.
Dlaczego tyle rzeczy wokół mnie wkurza? Naprawdę nie raz miałam ochotę wyżyć się na niektórych ludziach... powstrzymywałam się w ostatniej chwili. Tak było do tej pory, ale chyba nie mogę zaufać swojej cierpliwości. Odnoszę wrażenie, że jestem strasznie szorstka. Jedynie dziadek powtarza, że jestem roześmiana i wciąż pyta, czy przypadkiem sobie kawalera nie znalazłam XD
Tak sobie myślę, że nadchodzący rok nie zapowiada się zbyt kolorowo. Nie dość, że muszę przystąpić do egzaminu licencjackiego, to jeszcze wypada on w cudownym terminie, konkurując z trzecią edycją Konekonu. W związku z powyższym, moja obecność na tym konwencie stoi pod ogromnym znakiem zapytania. Zaczynam rozważać pojawienie się na Pyrkonie (zdobywca tytułu najlepszego konwentu roku, od roku 2007), na który chyba próbuje mnie zaciągnąć Natalia :P
To by było na tyle, nie będę wam już zatruwać atmosfery... Wesołych Świąt!
PS. Chciałam tu mieć szblon z Frau, ale oczywiście "super" blog nadal ma zrypane skrypty